piątek, 24 października 2008

"Burn After Reading"

Wspólna wizyta w Warszawie w związku z premierą Fausta i przyjemnościami towarzyskimi. Szczątki sympatycznej jesieni.

Zaparkowanie samochodu gdziekolwiek w Warszawie wiąże się z późniejszym wyjmowaniem zza wycieraczek i z wszystkich możliwych szczelin samochodu reklam "namiętnych studentek", "profesjonalnych masażystek", "trzeciej godziny gratis" ilustrowanych zdjęciami wypiętych, napiętych i opiętych damskich tyłków opisanych imionami i numerami telefonów. Podobno zresztą ulotki te stały się collectors' items wśród kilkuletniej dziatwy. Mam więc w rękach taką ulotkę, czytam spodem adres przybytku rozkoszy: Chłodna 39. Chyba lepiej byłoby Gorąca 21.

Rzadko chodzimy ostatnio do kina. Nie lubię zwłaszcza przymusu oglądania półgodzinnego bloku reklam i tzw. zajawek przed seansem - ale z drugiej strony nie mam na tyle nonszalancji aby wejść na salę pół godziny po nominalnej godzinie rozpoczęcia umieszczonej na bilecie. Z trzeciej strony: w dawce homeopatycznej (telewizji nie oglądamy, internet sterylizuje nam firefoksiany adblock i filtr na skrzynce pocztowej) reklamy są nawet zabawne.

Ponieważ rzadko chadzamy, wszystko jest dla nas nowe i nieznane, w tym i tak zwany repertuar. Przez pewien czas (zanim zobaczyłem plakat) myślałem, że Świadectwo to po prostu polski tytuł filmu High School Musical III. Nie mogliśmy też pojąć dlaczego pojawiła się na ekranach animowana wersja jednego z odcinków Gwiezdnych Wojen (Atak Klonów). Po co robić kreskówkę z poniekąd kreskówki?

A co do samego filmu (vide tytuł wpisu) - zabawny, dobrze zagrany, sprawnie wyreżyserowany. Natomiast to, co we mnie zostanie na dłużej, to niemy podziw nad starszym ode mnie Bradem Pittem grającym nastolatka.

3 komentarze:

andsol pisze...

Inteligentną dziatwę warto uczulać na "small print" na temat VAT-u (żeby się potem nie zadłużać w banku) i na obowiązkowy dopisek "kobieta od urodzenia".

kwik pisze...

Rzeczywiście całkiem udany i zabawny film, chociaż raczej nie dla młodzieży. Mnie się bardzo podobał, bardziej niż powinien, bo inny rzekomo zabawny film Coenów "Okrucieństwo nie do przyjęcia" mnie tylko znudził. Tak więc czytanie recenzji przed pójściem do kina czasem psu na budę.

melusine pisze...

doznałam wielu LOL czytając tę notkę ;-)