poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Z dala od domu (86): W krainie Robin Hooda

Najmilejsi, 

Okazało się, że uciekliśmy od polskich upałów do angielskiego lata stulecia, niekoniecznie aż tak gorącego, ale zupełnie pozbawionego opadów. Krajobrazy były więc niepodziewanie śródziemnomorskie, słynne angielskie trawniki przypominały zaschnięte na wiór klepiska, a "niebo skąpiło suchej ziemi kropli deszczu“ (o czym przekonująco śpiewał swego czasu „Tercet Egzotyczny“). Tym niemniej wyjazd był tradycyjnie ciekawy, o czym próbujemy Was przekonać sprawozdaniem schowanym pod tym linkiem.

Tutaj linki do zdjęć - część pierwsza (Hull i konferencja Doroty), część druga (wspólna). Tradycyjnie jedno spodem na zachętę (Hardwick Hall).

I jeszcze poglądowa mapka odwiedzonych lokalizacji (na żółto miejsca, których tym razem nie widzieliśmy, a które będą należeć do jakiejś kolejnej wyprawy).







niedziela, 31 maja 2026

Z dala od domu (85): Weekend nad (Saarą) Mozelą i Renem

Najmilejsi,

Majowy tydzień (a dla niektórych tylko weeked), w Niemczech.

Rzeczy całej opisanie tutaj

Komplety zdjęć dwa pierwszy to Dorota od poniedziałku do czwartku, a drugi to my razem od piątku do niedzieli.

Na zachętę jedno poniżej:






poniedziałek, 18 maja 2026

Z dala od domu (84): Ten ostatni kawałek Tracji

Tegoroczną majówkę spędziliśmy w Turcji (lecz w Europie). Do Edirne wybieraliśmy się od dłuższego czasu, ale jakoś się nie składało - aż się wreszcie złożyło. Wrażenia (liczne i wielopłaszczyznowe) spisane pod tym linkiem.

Tutaj mapka poglądowa, ale zaznaczone o wiele więcej (na wypadek, gdyby ktoś dysponował tygodniem, a nie kilkoma dniami). 

Zdjęcia zaś tutajTradycyjnie na zachętę jedno poniżej.



niedziela, 22 lutego 2026

Z dala od domu (83): Pod odwrotną flagą 🇮🇩 - Indonezja 2026

Po rocznej przerwie powrót do Azji (tej dalszej) w częściach czterech opisany:

- Singapur i Dżakarta

- Yogyakarta i okolice

- Bali

- znów Singapur i słów kilka podsumowania

Zdjęcia natomiast w dwóch albumach: Singapur i Indonezja.

Mapka poglądowa tutaj.



Z dala od domu (82): Kampania zimowa

W ramach chwilowej ucieczki od śniegu, chłodu i ogólnej szarzyzny pierwszy tydzień stycznia spędziliśmy we włoskiej Kampanii. Los raz nam sprzyjał, a raz (jak mawiał klasyk) "sprzyjał przeciwko nam“. Lufthansa zgubiła nam bagaż (na szczęście bez długotrwałych konsekwencji), źle zjechałem z autostrady (na szczęście korekta to tylko 10 minut), w Neapolu wsiedliśmy do złego pociągu Circumvesuviana (a może nie tyle złego, co zbyt dobrego, bo nie zatrzymywał się tam, gdzie mieliśmy nadzieję, że się zatrzyma - na szczęście udało się przesiąść, a konsekwencje czasowe liczyły się w minutach, a nie w godzinach), ale co najważniejsze, udało nam się - wbrew prognozom (i temu, że codziennie padało) - nie zmoknąć.

Zamysł ogólny wyjazdu to trzy częściowo przeplatające się etapy. Po pierwsze samochodowe kółko (powrót po latach do Paestum plus Vella plus Benewent). Po drugie Neapol właściwy i po trzecie smutne skutki aktywności Wezuwiusza sprzed lat, czyli Pompeje z przyległościami oraz Herkulanum. I po czwarte kilka słów podsumowania i ostatni dzień w Neapolu.

Zdjęcia pod tym linkiem. A tutaj jedno dla zachęty.


Poglądowa mapka, której używaliśmy do planowania - tutaj.

Korzystając z okazji życzymy w Nowym Roku tego, co i sami sobie byście życzyli. A tak szczerze i bez hurraoptymizmu - żebyśmy go wszyscy jakoś przetrwali bez większego uszczerbku.