sobota, 3 stycznia 2009

Zapiski z szoku chlorofilowego (część szósta)

Niższe partie stoków Etny obsypane są muszlami klozetowymi w całości i fragmentach, fotelami oraz fragmentami mebli, starego obuwia, oponami samochodowymi (stąd etymologia polskiego terminu "wulkanizacja") i wszelkiego rodzaju śmieciem. To jest duża różnica w porównaniu z tym, co zauważali na Sycylii chociażby Iwaszkiewicz i Banachowie kilkadziesiąt lat temu (nie mówiąc już o Goethem). Społeczeństwo było biedne i przedmioty się używało do zniszczenia, a potem i tak naprawiało się je i używało dalej, da capo al fine. Niezamożność Sycylijczyków mierzyła się też nieobecnością typowych pchlich targów - bo nie było czym na nich handlować. Dziś Sycylia jest wciąż biedniejsza od północnych Włoch, za to o wiele brudniejsza od Polski. To jest jednak dość krzepiąca konstatacja (i aby do niej dojść trzeba gdzieś na dłuższą chwilę wyjechać i potem wrócić), że nie jest u nas tak najgorzej. Nadal mamy z niektórymi sprawami boleśnie pod górkę, z klimatem chociażby, ale tego się nie zmieni, mimo wszelkich pogróżek.

Jest sobie dość przykre zwierzątko, mało lubiane przez kąpiacych się tego świata, zwane jeżowcem. W niektórych miejscach pozyskiwane i zjadane. Pierwszy kontakt z jeżowcem na talerzu mieliśmy ładnych kilka lat temu na zachodniej Krecie, są one tam zwane "achinos". W smaku porównywalne z kawiorem, bardzo "skoncentrowanie morskie", zdecydowanie uzależniające. Czytaliśmy w literaturze podróżniczej o egipskich chłopcach, nurkujących po jeżowce w porcie w Aleksandrii, ale relacje te miały już kilkadziesiąt lat, chłopcy zdążyli zapewne wyrosnąć i się zestarzeć, poza tym jakoś nigdy nie złożyło nam się być w Aleksandrii. Mówiono nam też, że w Kalabrii (konkretnie w Crotone) ktoś kiedyś słyszał, że ktoś widział, że ktoś jadł, ale jeżowce stały się dla nas gastronomicznym świetym Gralem. I oto spotkaliśmy się z nimi - twarzą w talerz. Ricci di mare, bo tak się zwą po włosku, uświetniają menu knajpek południowo - wschodniego wybrzeża Sycylii (Noto, Siracusa). Więc kolejne słowo stało się ciałem.

"Anyone but a fool would realize it's Sicily" (Winston Churchill)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Na pewno jadane sa w Apulii. Sama kosztowalam "ricci" w Otranto.
Pozdrowienia
Linn