środa, 23 grudnia 2015

Higiena młodej dziewczyny

Czy wiecie Państwo, co to regularność? Proszę się nie przejmować, ja też nie wiedziałem, dopóki nie przeczytałem książeczki doktor Jadwigi Śmiarowskiej “Higiena młodej dziewczyny" (Warszawa, Dom Książki Polskiej, 1933), w której to znalazłem zdanie “Pierwsze pojawienie regularności jest ważnym faktem w życiu fizjologicznym kobiety”.  Autorka zresztą wcale nie boi się dość śmiałych porównań, w rozdziale o samogwałcie dziewczynek pisze: “Zwłaszcza duże wargi wiszą jak firanki i są charakterystyczne dla onanistek”. Prawdziwe jednak perełki znalazłem w rozdziale o higienie moralnej (podrozdział “Ogólne przystosowanie do życia”), gdzie doktor Jadwiga dzieli się z czytelnikiem głębią swoich refleksji: 

Kobieta ma dużo danych, żeby być dobrą lekarką, ale musi do tego mieć zdrowie, zdolności, umiłowanie do tego zawodu, dużo wytrwałości i cierpliwości, sympatyczny zewnętrzny wygląd; nie mając tych powyższych danych nie wytrzyma konkurencji z mężczyzną nigdy. Lepiej mierzyć mniej wysoko… i nie tracić długich lat życia na minimalne wyniki praktyczne. […] Wysokowykształcona, równouprawniona, z doktorskiemi dyplomami - jako kobieta częściej poniesie klęskę w swem życiu osobistem, niż stuprocentowe kobieciątko, pociągające swoją naiwnością, wdziękiem i słabością, szukające opieki u mężczyzny. […] Nadmierna ilość studentek w Polsce rzuca się każdemu w oczy - czy podobna, żeby wszystkie miały odpowiednie uzdolnienie i zamiłowanie do wyższych studiów? Rezultatem tego jest nadmiar inteligentnego proletariatu, który nawet po uzyskaniu dyplomów doktorskich poprzestaje na zarobkach i posadach, do których studja uniwersyteckie są zbyteczne. Albo może za dużo mamy uniwersytetów w Polsce? Dyplomy i tytuły naukowe - to najmniej pewna droga do osiągnięcia trwałego szczęścia w rodzinie. 

2 komentarze:

lavinka pisze...

Coś w tym jest. Kobiety na wysokich stanowiskach zamieniają się w harpie i często utrudniają życie młodszym koleżankom. Zwłaszcza, jeśli te godzą obowiązki pracownicze z rodziną. Widziałam za dużo takich sytuacji, by był to przypadek. Kociątko zawsze sobie poradzi, kobieta z doktoratem... no cóż. Różnie bywa. Teraz jest straszny pęd po papier i wykształcenie, a trochę zapomina się o jakości. Dlatego też jestem przeciwna parytetom. Praca powinna być dla zdolnych ludzi, a nie dla określonego procenta danej płci.

Michał Babilas pisze...

Patriarchat to system wymyślony przez stare baby do utrzymywania kontroli nad babami młodymi. Mężczyźni są tutaj zupełnie przypadkowymi beneficjentami.