sobota, 28 lutego 2009

Za co kochamy Janka

Poniższy tekst funkcjonuje od dziesięciu z górą lat w polskim internecie, jednakże rzadko (albo prawie nigdy) z prawidłową atrybucją. Warto to naprawić i napisać wyraźnie, że autorem tego genialnego eseju jest Wojciech Tomczyk, a opublikowany został w 'Życiu na wakacje' (tzw. wołkowym lub "Życiu z kropką") 26 lipca 1998. Autorem tekstu nie jest, jak można się niekiedy dowiedzieć z internetu, niejaki Grzegorz Świderski z UPR ani też Tomasz Radko z tejże partii - kwestie zresztą własności intelektualnej tak zwana prawica polska traktuje z symptomatyczną dezynwolturą: autor tych słów ze zdziwieniem znajduje fragmenty swoich tekstów w dyskusjach różnych prawicowców za dychę na psychiatryku24 (jak można się było spodziewać, delikatne sugestie wysuwane wobec administratorów tamtejszego bagienka nie spotykają się z żadną reakcją - żeby było śmieszniej plagiator kopista uważa się za naukowca, co rzuca dość smutne światło na ogólną kondycję nauki polskiej). No, ale to w sumie taki śmiech przez łzy, ta refleksja nad potencjałem intelektualnym polskiej prawicy realizowanym metodą copy and paste. Teraz już gasną światła, na widowni ucisza się szmer...

"Za co kochamy Janka" Wojciecha Tomczyka (1998)

Gdyby ktoś zasnął przed telewizorem w roku, powiedzmy, 1970 (co nie było takie trudne) i obudził się dziś, nie uwierzyłby, co też się porobiło. W nowej "Encyklopedii Powszechnej" PWN wzmianki o czterech pancernych nie znajdziemy ani pod hasłem Gajos Janusz, ani Wilhelmi Roman, ani Golas Wieslaw. Serial jest wzmiankowany jedynie w biogramie Franciszka Pieczki (hasła Press Włodzimierz w ogóle, proszę sobie wyobrazić, nie ma). Na ślad czterech pancernych nie sposób trafić w "Kronice XX wieku" (gdzie zresztą trudno trafić na ślad wielu wydarzeń). Na bazarze za żadne pieniądze nie kupi się lusterka z załogą. Nie kupi się też lusterka nawet z pojedynczym członkiem. Nie ma już komiksów o przygodach pancernych, nikt nie wystawia musicalu Benedykta Konowalskiego. Czterej pancerni po prostu zniknęli. Zniknęli do tego stopnia, ze jako jedyny wytwór polskiej kultury masowej nie zostali zużyci w reklamie [patrz przypis!]. Jest to niezwykle znaczące - reklama przetrawiła już Klossa, Brunnera, "Trylogie", a nawet Janosika.

W latach sześćdziesiątych młody człowiek mógł w Polsce obejrzeć trzy kreskówki (w "Zwierzyńcu") i jeden odcinek filmu aktorskiego (w "Ekranie z Bratkiem"). Rocznie, przed debiutem kapitana Żbika, ukazywał się jeden komiks ("Tytus, Romek i A'Tomek"). Był jeszcze oczywiście Wyścig Pokoju, ale ten trwał tylko dwa tygodnie. Nikomu nie śniło się o NBA czy o nie przegranym przez naszych meczu piłki nożnej. W Polsce trwała dojmująca nuda. Nuda ta - cichy bohater socjalizmu - do tej pory nie została jeszcze przekonywająco opisana. A była to nuda potworna. Szczególnie usypiająco działał program telewizyjny - porady dla rolników, defilady w Moskwie i losowania totolotka przeplatały się z występami zespołów pieśni i tańca. Całymi godzinami ględził Gomułka. Co ciekawe - zawsze miał nastawiane z przodu tyle mikrofonów, że go praktycznie nie było widać. Czasem chwytał szklankę z woda i pił. Wtedy stawał się bardziej widoczny.

Na tym tle pancerni prezentowali się nader korzystnie. Na ekranie coś się ruszało, ktoś coś krzyczał, padały strzały. Ludzie biegali to tu, to tam, na ekranie pojawiało się sporo dymu, trochę ognia. Na dodatek pokazywano jeżdżący czołg. Oskar Sobański napisał kiedyś, ze o sukcesie serialu zadecydowały obrazy jadącego czołgu. Rudy 102 był jednocześnie bezpiecznym domem i skutecznym narzędziem sprawiedliwej walki. Krytyk z bliższego mi pokolenia - Maciej Pawlicki - wyraził się kiedyś, że pancernych było wprawdzie czterech, ale na podwórku każdy chciał być tylko Jankiem. Podzielam ten pogląd. To Janek Kos był w tym serialu najważniejszy. Moim zdaniem ta właśnie postać zadecydowała o sukcesie serialu. I dlatego to Janek jest bohaterem tego tekstu.

TELEMACH XX WIEKU

Janek Kos, jak każdy prawdziwy heros kultury masowej, ma swój starożytny odpowiednik. Jego pierwowzorem jest syn Odyseusza - Telemach. Pierwsza seria filmu poświęcona jest historii poszukiwania przez Janka ojca. Towarzyszy mu, podobnie jak Telemachowi, Atena - bogini wojny. W "Odysei" Atena przybiera postać Nestora - przyjaciela Odyseusza. W "Czterech pancernych" bogiem wojny jest pułkownik Tadeusz. Po odnalezieniu ojca Janek, tak jak jego homerycki pierwowzór, nie poznaje go. Potem, razem z ojcem, dokonuje ostatecznej rozprawy z wrogami, którymi tym razem nie są bezczelni zalotnicy Penelopy (bo Penelopa nie żyje), a esesmani. Na tym nie kończą się związki serialu z kulturą śródziemnomorską.

DZIECIŃSTWO, POWOŁANIE

O dzieciństwie Janka wiemy niewiele, urodził się (podobnie jak bohater "Stawki większej niż życie") w Gdańsku. Matka była najprawdopodobniej gospodynią domową. Zginęła w pożarze podpalonego przez Niemców domu. Chłopiec nie wydaje się być z nią emocjonalnie związany. Ojciec - Stanisław Kos - był zawodowym oficerem Wojska Polskiego. Służył na Westerplatte. Ojciec Janka - jedna z kluczowych postaci filmu - okazał się później zdolnym przywódcą partyzanckim. Dwunastoletni Janek, po ucieczce z płonącego domu rodzinnego trafia w poszukiwaniu ojca na Kaukaz. Tu trzeba zwrócić uwagę na niezwykłą intuicję chłopca, który śladów oficera zaginionego w zawierusze wojny wrześniowej szuka na Wschodzie. Dociera aż do Oceanu Spokojnego. Nawet nad Ussuri szuka ojca.

WYKSZTAŁCENIE

Janek potrafi pisać, czytać, jest zdolnym mechanikiem, zna niemiecki i rosyjski, jest też strzelcem wyborowym. Więcej o jego edukacji nic nie wiadomo. W rozmowie z Gustlikiem przywołuje "Ogniem i mieczem". W wojsku uczy się alfabetu Morse'a.

MANIERY

Janek jada nożem i widelcem, choć tego nie lubi. Woli razem z Gustlikiem siorbać sobie z menażki. Natomiast wzorowo nożem i widelcem jedzą ludzie radzieccy - Grigorij i, oczywiście, Olgierd. Janek jest szarmancki wobec dam - podsadza Lidkę na ciężarówkę. Otwiera też dziewczynie drzwi szoferki. Do starszych zwraca się z szacunkiem, graniczącym z lizusostwem. Jest obłudny - świadków swoich rzadkich
wpadek prosi by nie mówili o nich innym.

WIARA

Janek w Boga nie wierzy. Nie modli się, do kościoła nie uczęszcza. Pochodzi zresztą z narodu przesiąkniętego ateizmem - dewiza powstańców styczniowych, zachowana na sztylecie brzmi - Honor i Ojczyzna. Janek, podobnie jak inni chłopcy z załogi, zna i śpiewa pieśni rewolucyjne. Martwi się, że nie zdobyli Berlina wystarczająco szybko, by świętować w mieście 1 Maja. Rzuca to nowe światło na życie i zwyczaje przedwojennego korpusu oficerskiego i gdańskiej Polonii.

WIELCY WSPÓŁCZEŚNI

Dom rodzinny Janka był stanowczo internacjonalistyczny. Janek, choć słucha radia i czyta gazety, nigdy nie wspomina o żadnym, poza Rokossowskim, znanym Polaku. Nigdy nie mówi o Sikorskim, Andersie, Piłsudskim. Nie ma też w filmie złamanego portretu Stalina. Dopiero gdy czołg wjeżdża na tereny przyszłej NRD, pojawiają się portrety Adolfa Hitlera. Pojawia się też nazwisko Goering, i to w liczbie mnogiej - jako określenie esesmanów.

SPORT, HIGIENA

Janek lubi pływać, choć nie robi tego dobrze. Gustlik kąpie się częściej. Grigorij natomiast jest radykałem - myjąc się nigdy nie moczy włosów. Janek papierosy zaczyna palić w wojsku. Grigorij pali od początku. Janek również w wojsku zaczyna się golić. Jeszcze w Lublinie wyskubuje sobie pierwsze włosy z brody. W wyzwolonym Lublinie zresztą nasi czołgiści są pionierami golenia się w ogóle. Wszyscy mężczyzni są w mieście nieogoleni, nawet grabarz - folksdojcz. Potwierdza to znaną tezę, że nawyki higieniczne przyszły do nas wraz z Armią Czerwoną.

JANEK I ZABIJANIE

Janek nic nie wie o zabijaniu. Ani na początku, ani na końcu filmu. Bardzo się do zabijania garnie, ale chyba nie wie, jak zacząć. Najpierw ćwiczy na zwierzątkach. Kiedy zabija tygrysa, uznaje, że dojrzał do zabijania ludzi. Ale to nie jest takie proste. Olgierd wręcz zmusza go, by brał jeńców, nie zabijał. Olgierd wie, że jeńców się nie zabija - służył przecież w armii sowieckiej. Janek, syn polskiego oficera, tego nie wie.

Wreszcie Jankowi udaje się zabić bezbronnego Niemca - ewakuującego się z płonącego czołgu. Potem wraca do brania Niemców żywcem. Zresztą w całym filmie - tak wychodzi - licencję na ginięcie mają tylko najlepsi ludzie na Ziemi - Rosjanie. Ginie Fiedia "Jołki-połki", ginie Olgierd, ginie genialny saper Sasza. Rosjanie padają szczególnie gęsto na ziemiach polskich i na terenach przyszłego NRD. Jest to zgodne z rosyjską racją stanu - tylko Rosjanie przelewali krew w celu wyzwolenia Europy. Cud, że Czernousow i Marusia ocaleli z tego pogromu. Ponieważ na wojnie giną wyłącznie dobrzy ludzie, to Niemcy praktycznie nie są zabijani. Kiedy Czernousow i jego kompania rozbijają bunkier, poharatani seriami Niemcy wstają, jak gdyby nigdy nic i oddają się do niewoli. Niemcy zresztą oddają się w ręce Rosjan chętnie, czasem wręcz bez powodu. Widocznie wiedzą, że jest to niewola przyjemna.

JANEK, KOBIETY, SEKS

Stosunek Janka Kosa do kobiet to ogromny problem. Pierwszą napotkaną dziewczyną jest warszawianka Lidia Wiśniewska. Poznają się w bydlęcym wagonie. Potem całują się na ciężarówce. I to na ostro. Potem w zasadzie się zaręczają. Pierścionkiem są ciepłe rękawice z jenota. Te rękawice przewijają się przez cały film, nikt ich nie chce nosić. W końcu przepadają. Są jednym z nielicznych przedmiotów, których Janek nie zostawia na szczycie Bramy Brandenburskiej.

Sytuacja Lidki zmienia się diametralnie, gdy do gry wkracza Marusia. Marusia jest ruda, co trzeba przyjąć na wiarę - film jest czarno-biały. Lidka zostaje brutalnie spławiona przez Janka; mało tego, Janek i bezpośredni przełożony Lidki, pułkownik Tadeusz, skłaniają ją, by zaprzyjaźniła się ze zwycięską rywalką. Ona jest przecież Rosjanką, a kacapów można nie lubić, ale trzeba z nimi dobrze żyć. Co ciekawe, Lidka zostaje puszczona w trąbę zaraz po tym, jak ratuje Jankowi i pozostałym pancernym życie. Z rozpaczy Lidka wydaje się za Grigorija, a małżeństwo z Gruzinem dla Polki w tych latach to wiadomo - pewna śmierć z ręki mafii.

W towarzystwie Marusi Janek wyraźnie się nudzi. Nie jest ona szczególnie rozgarnięta i to go męczy. Marusia opowiada wciąż o rosyjskim folklorze. Raz próbuje uprawiać z nią seks, na szczęście do akcji wkraczają esesmani. Sprawę małżeństwa z nią traktuje zimno, bez szczególnych uniesień. Zresztą zaręczyny pary młodych mają wyraźnie charakter kontraktu politycznego. Marusię oddaje Jankowi Czernousow i sowiecki generał. Do sfinalizowania kontraktu usilnie dąży Stanisław Kos, który najwyraźniej przez małżeństwo syna z Rosjanką chce się ustawić w nowej rzeczywistości. Gdy Janek waha się, ojciec posuwa się do tego, że straszy go szkołą. Janek, przerażony perspektywą powrotu do szkoły, zgadza się na wszystko.

Janek, mówiąc oględnie, woli męskie towarzystwo.

JANEK, MĘŻCZYZNI, SEKS

Każdy film wojenny, oprócz może "Tak tu cicho o zmierzchu", jest w swej istocie mizoginistyczny. (Dzisiaj chyba mówi się - seksistowski). W prawie każdym filmie wojennym obecne są natomiast wątki homoseksualne. I "Czterej pancerni" nie są wyjątkiem. Kobiety w tym filmie zaznaczają się raczej nieciekawie. Lidka to płocha kokietka, flirtująca z Gustlikiem, Jankiem, nawet z chorążym Zenkiem. Donosi na Janka do pułkownika. O Marusi mowa była wyżej. Marusia dwa razy trafia do szpitala, wymaga stałej opieki. Honoratka, narzeczona Gustlika, nie odbiega od poziomu umysłowego przyszłego męża, który, dla humoru, pakuje sam sobie ropuchę pod furażerkę. Natomiast mężczyźni - przeciwnie - są na ogół w porządku. Przystojny meteorolog - porucznik Olgierd Jarosz, jest bardzo miły wobec dam. Miły i nic ponadto. Kiedy lubelska pani nauczycielka chce go poderwać, Jarosz mówi zdecydowanie - stop. Natomiast ceni sobie fizyczną bliskość ze swoimi podkomendnymi - Janka obejmuje w pasie, i to przy pułkowniku. Obejmuje nawet Gustlika.

Pułkownik Tadeusz również uwielbia Janka. Funduje mu drogie prezenty - hełmofon, Krzyż Walecznych, kiełbasę dla Szarika. Pułkownik Tadeusz awansuje raz po raz Janka na coraz wyższe stopnie. Co ciekawe, pułkownik nie jest w ogóle zainteresowany swą radiotelegrafistką Lidką. Gdyby Bill Clinton oglądał "pancernych", to mógłby z pułkownika Tadeusza brać przykład, jak należy układać stosunki z personelem.

Janka uwielbiają też na zmianę Grigorij i Gustlik. Grigorij jest notorycznym erotomanem. Czereśniak okazuje czułość wyłącznie trzodzie..

JANEK I JEGO PIES

W polskiej krytyce filmowej utrwaliło się przekonanie, że Janek Szarika lubi. To nie jest prawda. Janek Szarika wykorzystuje, bezwzględnie wciągając poczciwego owczarka w swe intrygi. Szarik jest dla niego narzędziem w rozgrywkach personalnych z resztą załogi a także z Wichurą i chorążym Zenkiem. Szarik, beznadziejnie w Janku zakochany, raz po raz ratuje mu życie. Janek tego nie docenia. Po rozprawieniu się przez psa z niemieckimi dywersantami Janek mówi do Gustlika wprost - "Bez Szarika też byśmy dali sobie radę". Potem jest coraz gorzej. Gdy pies ocala Janka z rąk pięciu (!) esesmanów, Janek zostawia go na pastwę losu. Kolegom wyjaśnia, że nic nie mógł zrobić, a pies zginął, bo - idiota - pewnie wlazł na minę. Dalej, w tej samej scenie, znajomy chłop przynosi czołgistom zupę i chleb. W czasie tradycyjnego siorbania Grigorij i Gustlik zostawiają resztki dla psa - Janek siorbie wszystko do końca. On postawił na psie krzyżyk. Jest zimnym egoistą.

JANEK I JEGO OJCIEC

Ojciec był wielkim cichym bohaterem pierwszych odcinków serialu. Janek szuka go aż do odcinka siódmego, gdy oświadcza, że jego ojciec zginął na Westerplatte. Co ciekawe - Janek intensywnie szuka ojca w krajach dalekich, natomiast w miarę zbliżania się do rodzinnego Gdańska o ojcu po prostu zapomina. Cierpi na przedziwną mutację sklerozy - kiedy spotyka wreszcie ojca, nie poznaje go. Zaczyna snuć wokół niego intrygi i rozsiewać podejrzenia.

Ojciec jest w swym jedynaku zakochany. Walczy o niego z pułkownikiem. Walka odbywa się na prezenty i awanse. Wreszcie ojciec kupuje Jankowi nowy czołg i ostatecznie zdobywa serce syna.

JANEK I PRACA

Janek pracą fizyczną po prostu się brzydzi. Kiedy Gustlik naciąga gąsienicę, on stoi z boku i się śmieje. Kiedy pancerni naprawiają działo przed forsowaniem Odry, Janek idzie na schadzkę. Nigdy niczego nie gotuje (gotuje Gustlik, smaży Czereśniak), nie prasuje (prasuje Grigorij). W ogóle Janek traktuje swą załogę jak służbę. Aby uniknąć obierania ziemniaków Janek posuwa się do donosu.

JANEK I CUDZA WŁASNOŚĆ

Pojęcie własności prywatnej w filmie nie istnieje. Niemcy sami oddają swym zdobywcom to, co mają najlepsze. Pies i jego czterej panowie, kiedy mają na coś ochotę, po prostu to biorą.

JANEK I EKOLOGIA

Janek przyrody nienawidzi. Tak fauny, jak i flory. Nie znosi uwielbianych przez Czereśniaka krów. Od czasu, gdy obejmuje dowództwo, jego czołg specjalnie i bez powodu łamie drzewa. Z satysfakcją zalewa róże feldfebla Kugela. Trudno zrozumieć, dlaczego w tej sytuacji Janek uniemożliwia Niemcom wyprodukowanie broni atomowej, która rozwiązałaby przecież problem radykalnie.

JANEK I DONOSZENIE

Pierwsze spotkanie z pułkownikiem Tadeuszem mówi nam o Janku wszystko. Janek i Gustlik donoszą na kucharza (Wojciech Siemion). Pułkownik wsadza go do paki. Gdy pułkownik wypuszcza Siemiona, Janek wścieka się. Donosicielstwo, skarżenie na towarzyszy broni jest w brygadzie normą. Kabluje równo Wichura, donosi Lidka. Chorąży Zenek jest po prostu kapusiem. Nie donosi jedynie Czereśniak, który jest popychlem, ciulem i, last but not least, czereśniakiem.

OJCZYZNA JANKA

Jankowi dobrze jest na Syberii. Do domu nie tęskni, gdyby nie znalazł ojca, to wróciłby na Syberię. Tam jest czysto, ludzie żyją na poziomie. Mężczyźni są zadbani i ogoleni, kobiet nie ma w ogóle.

PRZYSZŁOŚĆ JANKA

Przyszłość Janka jest oczywiście świetlana. Już w Berlinie został awansowany do stopnia oficerskiego (nie matura... !). Żona - Rosjanka - ułatwia drogę do sowieckich akademii im. Woroszyłowa, Żukowa, Koniewa. To z kolei otwiera drogę do generalicji LWP. W ten sposób spełniłaby się przepowiednia Gustlika, który już w Sielcach wróży Jankowi generalskie szlify. Relatywnie niski poziom wykształcenia ogólnego - sześć klas szkoły powszechnej - nie stanowi żadnej przeszkody. W czasie inwazji na Czechosłowację Janek świętowałby czterdzieste urodziny, trzynaście lat później z grupą rówieśników Janek mógłby założyć Wojskową Radę Ocalenia Narodowego. Ewentualny alkoholizm (Janek pierwszy spirytus wypija mając szesnaście lat) również może w karierze pomóc.

PARADOKS JANKA KOSA

Janek, jak to wykazałem wyżej, jest człowiekiem zimnym, wyrachowanym, skrajnym egoistą. Nie wyznaje żadnych zasad, poza zasadą własnej korzyści. Nie wierzy w przesądy. Może siorbać i nie musi myć szyi. Jest nielojalny w stosunku do ludzi, matki, ojca, ojczyzny, nawet w stosunku do zwierząt. Nie musi wynosić śmieci i chodzić do szkoły. Donosi, jest zwolennikiem twardych represji. Może pić wódkę i palić papierosy. Jest wyrozumiały i wielkoduszny jedynie w stosunku do samego siebie. Nie musi się uczyć, odrabiać lekcji. Otoczenie nie szczędzi mu pochwał, zaszczytów, prezentów. Może deptać trawniki i niszczyć zabytki. Kobiety za nim szaleją, choć traktuje je poniżej wszelkiego poziomu. Nikt go nie wychowuje, nie zwraca mu nigdy uwagi. Wszyscy ubiegają się o względy Janka. Jest on leniwym, kapryśnym, złym chłopcem, którego, nieco wbrew logice, wszyscy kochają. Każdy by chciał mieć takie życie.

I to jest jedyny sekret sukcesu serialu "Czterej pancerni i pies". Pomyśleć, że był nagradzany także za wysokie walory wychowawcze.


--------------------

[Przypis - to już ja, MB] Tytani kreatywnej myśli reklamowej skonsumowali jednak topos czterech pancernych - z efektem raczej mniej niż średnim. To już sympatyczniej ogląda się tych młodych Białorusinów.

Swego czasu Gazeta Wyborcza zabawiała czytelników konkursem na opisanie dalszych losów ekipy serialu. Na ogół większość uczestników zabawy zgadzała się, że Gustav Hirsch żyje teraz w Republice Federalnej. Większość również uznała, że Czereśniak działa w "Samoobronie". Sądzono też powszechnie, że małżeństwo Janka z Marusią nie potrwało długo. W najbardziej pesymistycznych wersjach Grigorij szybko wysłał do lagru swoją polską żonę, Lidkę bo przeszkadzała mi w dobrze zapowiadającej się karierze enkawudzisty.

4 komentarze:

kwik pisze...

Taka brzydka kopypasta, a sprawcę lubiłem i nigdy bym nie pomyślał...

M pisze...

No brzydka, brzydka. Ale zjawisko jest szersze, pochyliła się nawet nad nim nieskora do bieżączki drakaina. Pokrótce mówiąc: gęba pełna wartości, dopóki nie trafi się jakaś d...amulka. I tutaj też: nie kradnij, dopóki nie znajdziesz czegoś, co wydaje ci się, że możesz ukraść bezkarnie

M pisze...

http://ferengis.blox.pl/2009/02/Przecz-z-placzem-idziesz-Arpinie-wymowny.html (to ten wpis, do którego się referowałem powyżej)

kwik pisze...

Sugerujesz, że wartości są liche. Ale może nie są całkiem liche, tylko pokusa bywa zbyt silna. Podszept szatana w chwili słabości i już człowiek grzeszy. Co mi szkodzi - spytam się.