sobota, 9 listopada 2013

Alfabet gruziński: K jak Kolchida




Oprócz „Czterech pancernych” Gruzja kojarzyć się może jeszcze z wyprawą Argonautów po Złote Runo. Zdaniem Greków, w tym rejonie znajdowała się starożytna Kolchida – od pasa nadmorskiego, mniej więcej do okolic Kutaisi (dalej na zachód, w górach, była już Iveria). Jako stolicę króla Ajetesa, który spotkał się z Jazonem i załogą Argo, podaje się zwykle miasto Vani (Surium), choć jest to raczej mało prawdopodobne, gdyż leży ono w głębi lądu przy rzece, jak wszystkie tutaj, niezdatnej do nawigacji.
Istnieje kilka konkurencyjnych hipotez czym było Złote Runo. Jedna z nich głosi, że chodziło o technologię pozyskiwania złota przez wypłukiwanie drobin z rzeki za pomocą owczych skór. Mogło też chodzić o zapisaną na pergaminie instrukcję, albo wręcz o sam złoty skarb, jako że wczesne monety miały często kształt stylizowanych zwierzęcych skór.
 
W Muzeum Narodowym w Tbilisi można oglądać świetnie zachowany złoty skarb Kolchidy. Inaczej niż w obszarze śródziemnomorskim, dominują nie cieniutkie „złotka”, ale solidne bransolety zdobione filigranowym wzorem często przedstawiającym zwierzęta oraz rozmaite figurki. Do najpopularniejszych – wśród masy koników i owiec – należy biesiadujący człowiek ze wzniesionym rogiem pełnym wina (wciąż jest to popularne naczynie do tego celu) oraz nasz ulubiony Pancerny Tygrys. Podobno miał to być raczej lew niż tygrys, ale zwierzak jest należycie pręgowany i zaopatrzony w coś, co przypomina maskę przeciwgazową na pysku. Pierwszy raz zobaczyliśmy go zaraz po przybyciu do Gruzji, na uroczej fontannie w Kutaisi, gdzie stał wśród innych (powiększonych) starożytnych figurek. Potem migał raz po raz jako logo banku, by wreszcie dać się zobaczyć w muzealnej gablocie. Na koniec wycieczki dostaliśmy bonus w postaci dwóch niemal pełnowymiarowych Pancernych Tygrysów przed teatrem w Batumi.
Najsłynniejszą starożytną obywatelką Batumi, uczczoną w 2005 roku wielkim pomnikiem w centrum miasta (ładny, w stylu Art Deco, ale najwyraźniej w Gruzji style pojawiają się ze znacznym opóźnieniem) jest Medea. Stoi na wysokiej kolumnie, jako smukła dziewczyna z rozwianym włosem, trzymając w wyciągniętej ręce złotą baranią skórę. Myślę, że zasłużyła. Najbardziej znana legenda dotycząca Medei – ta o zabiciu dzieci, które miała z Jazonem – nie oddaje jej sprawiedliwości, nie mówiąc już o tym, że nie jest to jedyna wersja wydarzeń. Już starożytni nie bardzo wierzyli w dzieciobójstwo Medei – Creophylus z Samos oskarżał o zabicie jej synów mieszkańców Koryntu. Wiadomo też, że po burzliwym życiu Medea wróciła do Kolchidy (z synem, którego urodziła jako królowa Aten), gdzie zasłynęła jako mądra i sprawiedliwa władczyni. W Batumi czci się ją jako wielką królową i uzdrowicielkę (od jej imienia wywodzi się słowo medycyna). W końcu nawet epilog (zaświatowy) tej legendy jest znamienny – w duchu Medei spotkanym w Hadesie zakochał się sam Achilles (wcześniej Medea była jedyną śmiertelniczką, która odmówiła swoich wdzięków samemu Zeusowi, nawet za obietnicę nieśmiertelności). 

Brak komentarzy: